Przyznano literacką nagrodę AEGON 2014

Nagroda AEGON to jedna z najbardziej prestiżowych nagród literackich na Węgrzech. Przyznawana jest od 2006 żyjącym węgierskim autorom za najlepszy utwór wydany w poprzedzającym roku. Dotychczasowi laureaci:

  • 2006 – György Spiró (Fogság)
  • 2007 – Zsuzsa Rakovszky (Visszaút az időben)
  • 2008 – János Térey (Asztalizene)
  • 2009 – Tamás Jónás  (Önkéntes vak)
  • 2010 – Vilmos Csaplár  (Hitler lánya)
  • 2011 – Péter Esterházy  (Esti)
  • 2012 – Krisztián Grecsó  (Mellettem elférsz)
  • 2013 – Ferenc Barnás  (Másik halál)

Tegoroczna nagroda – statuetka oraz trzy miliony forintów – trafiła w ręce Árpáda Kuna za powieść Boldog Észak (Szczęśliwa Północ). Co ciekawe, jak do tej pory, oprócz fragmentu powieści Spiró, na język polski nie przetłumaczono żadnej z nagrodzonych książek.

Okładka książki. Źródło: http://www.aegondij.hu

Okładka książki. Źródło: http://www.aegondij.hu

Árpád Kun urodził się w 1965 roku w Sopronie (płn.-zach. Węgry). Studiował historię i filologię węgierską na budapeszteńskim uniwersytecie ELTE. Jest autorem pięciu tomików poetyckich: Ilion (1989), Bál (1991),  Medárdus énekel (1998), Véletlen madár (2003), Szülsz (2011) oraz dwóch powieści: Esőkönyv (1995) i Boldog Észak (2013). Został wyróżniony m.in. literacką nagrodą Tibora Dériego (2000) oraz Attili Józsefa (2013).

Jego najnowsza powieść, Szczęśliwa Północ, opowiada o życiu Aimégo Billiona, w którego żyłach płynie mieszanka krwi afrykańskiego ludu Joruba, wietnamskiej oraz francuskiej. Główny bohater pierwsze trzydzieści osiem lat życia spędza w Beninie, gdzie pracuje jako pielęgniarz we francuskim szpitalu. Czuje się obco zarówno w Afryce, jak i w Europie, dla białych jest zbyt czarny, dla czarnych zbyt biały. Postanawia wyemigrować do Norwegii, gdzie w końcu odnajduje swoje miejsce.

Krytycy podkreślają, że jest to jedna z niewielu węgierskich książek, które traktują o szczęściu. Laszló Szörényi w swojej laudacji porównał powieść Kuna do jednego z najwybitniejszych dramatów w historii węgierskiej literatury – Tragedii człowieka Imrego Madácha (1862). Według niego historia Aimégo Billiona ma podobny wydźwięk: to, co w człowieku najbardziej wartościowe, może objawić się również w najbardziej nieludzkich warunkach.

Fragment najnowszej powieści:

Od czasu wylewu Arve miał poważne trudności przy przełykaniu. Podczas picia płyn dostawał się do oskrzeli, przez co nabawił się zapalenia płuc. Od tej pory do kawy i rozcieńczanego wodą syropu musieliśmy dodawać środek ułatwiający połykanie. Tylko że Arve nie znosił, kiedy kawa lub syrop spływały do jego żołądka wolniej niż zazwyczaj. Kiedy widział, że wsypujemy proszek do napoju, zaczynał wyć i wydawać z siebie okrzyki protestu. Dlatego też staraliśmy się dodawać białego granulatu po kryjomu, jakbyśmy przygotowywali jakąś truciznę. Tego wczesnego popołudnia, kiedy zerwałem się na dzwonek alarmu, już na schodach usłyszałem jego świszczący kaszel. Arve musiał skorzystać z toalety, ale zdążył dotrzeć jedynie do umywalki. Siedział przed nią w wózku inwalidzkim, cały czerwony, duże lustra zwielokrotniały jego odbicie. Nie mógł złapać oddechu. Jego ciałem wstrząsały konwulsje, wyglądał jak poruszany morskimi prądami krasnorost.

Już dawno wypił wolno spływającą kawę i syrop, który dostał do obiadu. Nie ugasiło to jednak wzmożonego przez cukrzycę pragnienia, dlatego w oczekiwaniu na opiekuna, znowu próbował napić się wody z umywalki. Udało mu się ściągnąć z półki kubek do płukania zębów, wcisnąć przycisk od kranu, a nawet nalać trochę wody, co prawda gorącej, bo nie był w stanie wyregulować temperatury. Największy problem miał jednak jak zwykle z przełykaniem. Mięśnie nie zdołały właściwie pokierować płynem, który znowu trafił do oskrzeli.

Przygotowałem więc w mgnieniu oka szklankę „wolnego” syropu, a kiedy Arve wykaszlał już większość źle połkniętej wody, podałem mu kilka łyków. Jego oddech wyrównał się, a skurcze przełyku ustały.

Kiedy Arve się krztusił, napełniony do połowy kubek musiał mu wypaść z ręki i potoczyć się po marmurowej posadzce. Gorąca woda wylała mu się na kolana. Nietrudno było odgadnąć co się stało: na spodniach Arvego była nieco ciemniejsza plama, a na ziemi leżał kubek.

Plama nie pojawiła się więc z powodu przeciekającej pieluchy, ale i tak nie mogłem być pewien co do zawartości jego majtek.

W przypadku poobiedniego alarmu należało dotrzeć do Arvego najszybciej, jak tylko było to możliwe. Jeśli ktoś z nas szedł zbyt długo, Arve zamiast do muszli klozetowej wypróżniał się w pieluchę. Wtedy nie wystarczało tylko wytrzeć okolic odbytu Arvego zwykłym papierem toaletowym, tak jak miało to miejsce po zrobieniu kupy na sedesie. Najpierw trzeba było mu ściągnąć pieluchę, ostrożnie, żeby niczego nie pobrudzić, a potem dokładnie wymyć umazane kałem pośladki.

Chociaż tego dnia byłem przy nim już kilka chwil po usłyszeniu alarmu, podejrzewałem że ciało Arvego mogło nie podołać wysiłkowi związanemu z walką o oddech i puściły zwieracze. Jednak jakimś cudem nie było czuć charakterystycznego smrodu. Ale zdarzało się przecież, że gumka pieluchy tak ściśle przylegała do skóry, że ze środka nie wydostawał się nawet zapach. Żeby odpowiednio zabrać się do roboty, musiałem dowiedzieć czegoś konkretnego na temat zawartości pieluchy. Nie miałem innego wyjścia, trzeba było spytać Arvego.

Jak słyszałem, zdrowy Arve lubił ironizować, udzielać wymijające odpowiedzi, a także chętnie się przekomarzał. Po wylewie został z tego wszystkiego co najwyżej wyzywający grymas twarzy. No i na zadane pytanie prawie zawsze odpowiadał na odwrót. Kiedy pytałem go, czy jest głodny, odburkiwał zdecydowanie, że nie, nawet kiedy rzeczywiście czuł głód. Ale nie można było też tak po prostu przyjąć, że wszystkie „nie” Arvego znaczą „tak”, a „tak” – „nie”. To nie działało tak automatycznie, ponieważ zdarzało się również, że Arve używał „nie” i „tak” w tradycyjnym znaczeniu. Tego, z jakim typem „nie” lub „tak” ma się w danym przypadku do czynienia, nie dało się dociec nawet po wzięciu Arvego w krzyżowy ogień pytań, zwłaszcza że poza „nie” i „tak” był wtedy w stanie wymówić już tylko kilka prostszych słów, takich jak: „yhym”, „dobrze”, „źle”, „aha”, „ehe”. Ze szczególnym upodobaniem wyrażał zdziwienie, sygnalizując je przeciągłym „o”.

Tak więc kiedy spytałem Arvego, czy skończył już robić kupę, a on – z wyzywającym grymasem twarzy – posłał mi pełne oburzenia, gromkie „nie”, wciąż nie miałem zielonego pojęcia, co znajdę po zdjęciu pieluchy.

(tłum. Maciej Sagata)

Źródła:

  • http://www.kultura.hu/kun-arpade-aegon
  • http://www.aegondij.hu/
  • http://www.holmi.org/2013/06/kun-arpad-boldog-eszak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *